nieOrzechowa niePrzyjemność

brak komentarzy

Kiedyś babcia powiedziała mi, że każda kobieta powinna zjadać dokładnie trzy orzechy dziennie. Co prawda, na trzech jest ciężko poprzestać, ale taka dawka gwarantuje systematyczne dostarczanie między innymi cennych dla zdrowia nienasyconych kwasów tłuszczowych bez ryzyka przybrania na wadze. Uwielbiam orzechy i w związku z tym podjadam je regularnie, trzymając się babcinej reguły. Jednak wczoraj skończyłam opakowanie i postanowiłam skusić się na herbaciany eksperyment – Orzechową Przyjemność.

Pachnie niesamowicie! Poczułam, jak orzech laskowy, migdał i kokos przygotowują mi słodki deser. Szkoda, że tak dobrze zapowiadająca się uczta skończyła się jedynie na przyjemnych doznaniach zapachowych. Nie wiem, jak to możliwe, ale cukrowy aromat herbatki zupełnie nie koresponduje z jej nieorzechowym w każdym calu, owocowo-kwaśnym smakiem, który zupełnie nie przypadł mi do gustu. W kwestii Orzechowej Przyjemności podzielam zatem zdanie mojej zawiedzionej poprzedniczki, chociaż mamy nieco odmienne odczucia smakowe. Nie dość, że przyjemność nie była orzechowa, można ją faktycznie nazwać przyjemnością jedynie w najgorszym tego słowa znaczeniu, że tak delikatnie to określę.

 nieOrzechowa niePrzyjemność

Herbata orzechowa

Z tego, co się orientuję, Orzechowa Przyjemność jest w fazie eksperymentalnej, tzn. chłopaki zastanawiają się dopiero, czy wprowadzić ją do oferty. Moje zdanie? Nie!

Napisz komentarz